ZjAva nawiedziła Warszawę już po raz drugi. Pierwsza edycja, stawiana jako przykład tego, że małe konwenty warto organizować, zebrała pozytywne opinie. Odwiedziło ją wówczas ponad 300 osób, co jak na imprezę nastawioną wyłącznie na planszówki i RPG, do tego debiutującą, było niezłym wynikiem. W tym roku jest jeszcze lepiej. ZjAva II to równe 500 uczestników i, co tu dużo mówić, mnóstwo świetnej zabawy.Tak jak przed rokiem konwent wystartował w drugi weekend lutego i trwał dwa dni – sobotę i niedzielę (tym razem 12 i 13 lutego). Z tego względu program eventu był dość mocno napakowany – 5 bloków plus turnieje i LARPy. To dużo jak na imprezę ograniczoną tematycznie. Prelekcje można było podzielić na cztery grupy. Pierwszy blok programowy przygotowało Wydawnictwo Portal. Kolejne to Kuźnia Gier, sekcja nWoDowa oraz prelekcje przeznaczone głównie dla Mistrzów Gry.
+
Sobotni program zaczął się już o godzinie dziesiątej. Na dobre rozkręcił się jednak dopiero o jedenastej i aż do 18-19 w każdym bloku coś się działo. Czy to oznacza, że po tej godzinie LO nr XXI przy ulicy Grójeckiej pustoszało? Nie! Może i po 19 prelekcje traciły na atrakcyjności i intensywności, za to większą uwagę można było przyłożyć do sesji – chyba najmocniejszego i najważniejszego elementu tegorocznej ZjAvy. Konwent zdecydowanie był gratką dla fanów RPG. Dość powiedzieć, że przed rokiem rozegrano oficjalnie około 30 sesji. W tym roku było to blisko 40, do czego należy doliczyć mniej więcej 12-15 niezgłoszonych gier. Daje to w sumie około 50 sesji – prawie 200 godzin grania, o czym organizatorzy wspominają
w podsumowaniu konwentu.
+
Dowiedzieć się również z niego można o tym, że w jednym czasie rozgrywano nawet aż siedemnaście sesji. To robi wrażenie, zwłaszcza w kontekście dużych konwentów, na których często trudno znaleźć sale dla graczy i MG. Na ZjAvie – podobnie jak przed rokiem – w sesjach brała udział przynajmniej połowa uczestników imprezy. Biorąc pod uwagę zwiększoną frekwencję to spore osiągnięcie. Z podsumowania wynika jeszcze jedna ciekawa rzecz – choć z oficjalnie podanych 22 settingów/systemów najpopularniejsze to Dziedzictwo Imperium, Wolsung i Warhammer, nie zabrakło jednak i innych, w szczególności tych spod znaku indie.
+
Na samym RPG świat się jednak nie kończy – bogaty Games Room był tego najlepszym dowodem. 170 pozycji – wśród nich znane hity (w kilku egzemplarzach), ale i także gry mniej popularne. Warto wspomnieć przy okazji o edukacyjnych grach IPN: 303 i Kolejce, oraz o Star Traderze 3000 czyli nowej wersji lubianego Gwiezdnego Kupca. Games Room był okupowany niemal przez cały czas. Znajdował się w sali gimnastycznej, w której dość gęsto ułożono stoły. Wypożyczalnie i stoiska wydawców (nie wszystkich, np. Portal był na piętrze) ustawiły się wzdłuż ścian. Widok wypełnionej po brzegi, gwarnej sali nastrajał pozytywnie i... zniechęcał jednocześnie, bo ze znalezieniem wolnego miejsca momentami był problem.
Wiąże się z tym także to, że w sobotę na ZjAvie zaakredytowały się aż 464 osoby. W niedzielę zarejestrowano tylko 36 nowych gości. Tę dysproporcję widać było także na korytarzach. O ile w sobotę uczestnicy non stop krążyli korytarzami, o tyle w niedzielę było już nieco pustawo, a po południu były one niemal całkowicie wyludnione. Tymczasem konwent oficjalnie trwał do 17, na którą to godzinę zaplanowano losowanie nagród w loterii RPG. Choć niedzielny program nie był równie atrakcyjny co sobotni, to i w jego trakcie można było znaleźć kilka interesujących rzeczy.
Mimo sporej ilości gości pierwszego dnia, konwent miał ten specyficzny, kameralny charakter, który wielu sobie wysoko ceni. Dobrze rozlokowane sale, a także wielkość LO, skutecznie ukrywały liczbę uczestników. Do dyspozycji konwentowiczów oddano wszystkie dwa piętra, parter, podziemia oraz salę gimnastyczną. Drugie piętro przeznaczone było na sesje, na pierwszym ulokowano sale prelekcyjne, a parter to przede wszystkim Sleep Roomy. W podziemiach znaleźć można było również bufet z całkiem dobrym jedzeniem.
+
Wracając do akredytacji - przebiegała ona szybko i sprawnie. Obsługa dobrze wywiązywała się ze swoich zadań. Mimo to zdarzyło się i tak, że trzeba było poczekać na wydanie rzeczy z szatni, bynajmniej nie dlatego, że zrobił się przy niej tłok. Po prostu helperzy akurat ten moment wybrali na to, by opuścić stanowisko i dosłownie przez chwilę nikogo nie było na miejscu. Szybko jednak podbiegł ktoś z akredytacji i niech to będzie najlepszy przykład tego, z jakiego kalibru problemami organizacyjnymi można się było spotkać na ZjAvie. Choć jeśli się czepiać to faktycznie przez chwilę rzeczy w szatni były niepilnowane. Generalnie było jednak bezpiecznie i spokojnie. A propos szatni – ZjAva jest jednym z nielicznych konwentów, na których obowiązuje zmienne obuwie. Na miejscu można było oczywiście kupić za złotówkę ochraniacze, więc zdarzyło się tu i ówdzie paru „zafoliowanych”.
W tej kategorii prym wiedli jednak Rafał ‘multidej’ Szyma i Piotr ‘Neurocide’ Haraszczak z Wydawnictwa Portal. Pod wieczór, w sobotę, przywdziali zielone kombinezony i w ten sposób prowadzili prelekcje, opowiadając m.in. o InSpectres – wydanej przez nich niedawno grze RPG. Jak to wyglądało możecie przekonać się na zdjęciach. W bloku programowym Portalu znalazły się oczywiście ich najnowsze produkcje – Pret-a-Porter, wspomniane InSpectres, Neuroshima: Krew i Rdza 2. Wokół Neuroshimy toczyło się zresztą większość prelekcji wydawnictwa, szczególnie że także na ZjAvie można było zagrać w NS: Tacticsa czyli postapokaliptycznego bitewniaka. Zanim o nim, przejdźmy do tego, co oferowała Kuźnia Gier. Tu królował Wolsung. Z ciekawszych prelekcji warto wyróżnić Wolsunga Noir. Kto wie? Może kiedyś koncept zaowocuje dodatkiem do tego RPG? Niezależnie od tego, jak to w końcu będzie, mroczny kryminał do świata magii i pary pasuje jak ulał. Warto się bliżej przyjrzeć temu tematowi.
+
Jeśli zaś chodzi o prelekcje związane z WoDem – nie starczyło już czasu, by się im przyjrzeć. Podobnie jak turniejom (m.in. NS: Hex, Chez Geek, Veto!, Doom Trooper, Munchkin, 51 Stan) i LARPom. Acz trzeba przyznać, że pojawiło się trochę osób poprzebieranych – na ZjAvie zupełnie nie związanych z cosplayem. LARPy ponoć się udały i to mimo tego, że jeden z nich – z braku chętnych, bo wszyscy grali sesje - się nie odbył. Tu trzeba nadmienić, iż trafiły się także prelekcje przeniesione na niedzielę – ale tego typu sytuacji chyba nigdy nie da się uniknąć. Ważne jednak, że wszystko było oznaczone jak trzeba i informacje o przekładaniu pojawiły się na czas. Choć pozostałe prelekcje były przeznaczone głównie dla MG (od Fundamentów dobrej sesji czy Warsztaty z Mistrzem Mistrzów aż po Quentinowe porady odnośnie pisania scenariuszy), to znalazły się także i takie, które bliższe były graczom. Przykładem może tu być np. niedzielne D&D 4.0: Powrót do korzeni Łukasza Tor-Garczewskiego. Oczywiście dla większości stałych bywalców konwentów, opisywana część prelekcji pewnie nie była niczym nowym. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że można się było na nich dobrze bawić. Dowodem liczba osób, która brała udział w niektórych punktach programu. Choć jak wszędzie – zdarzały się lepsze i gorsze wystąpienia.
Niewiele było konkursów. Ich braku jakoś się jednak nie zauważało. Co innego jeśli chodzi o bitewniaki. Być może ZjAva jest nastawiona głównie na planszówki, RPG i LARPy, ale mimo wszystko przydałoby się więcej przedstawicieli figurkowców. Trafiły się dwa. Jednym z nich była Wojnacja. Drugim testowana i wciąż dopieszczana przez Portalowców Neuroshima: Tactics była rodzynkiem, który wywoływał duże zainteresowanie. Bardziej jednak z tego względu, że wielu czekało na to, by z bliska przyjrzeć się temu bitewniakowi. I to tym bardziej, że po raz pierwszy w tym roku prezentowano Tacticsa z finalnymi wersjami figurek i z nowymi zasadami (np. tzw. akumulatorem). Na ZjAvie można było zagrać Posterunkiem i Hegemonią. Poniżej zdjęcie jednej z figurek.
+
+
+
+
ZjAva, jako konwent tematyczny, nie jest być może typem imprezy, na którą ściągałyby rzesze miłośników fantastyki z całego kraju. Przed wybraniem się do Warszawy warto się zastanowić, czy rzeczywiście jest sens tam jechać z daleka – przejazd pociągiem czy autobusem może się okazać dwu-trzykrotnie droższy niż sama wejściówka, która w czasie ZjAvy II wynosiła – jak przed rokiem – 15 złotych. To nie jest wyprawa na każdą kieszeń. Jeśli jednak spragnieni jesteśmy grania w RPG i planszówki, szukamy świetnych MG i dobrej zabawy, chcemy wymienić doświadczenia, to najlepiej już teraz zaklepać sobie drugi weekend lutego w przyszłym roku na wizytę w Warszawie. ZjAva w takim przypadku jest doskonała okazja. A dla miłośników RPG i planszówek ze stolicy i okolic to w zasadzie obowiązkowa pozycja w konwentowym kalendarzyku.