W pierwszy weekend kalendarzowej wiosny, jak co roku, Poznań zamienił się w Mekkę miłośników fantastyki z całej Polski. Kolejna, jedenasta już odsłona wielkopolskiego konwentu Pyrkon budziła duże emocje na wiele miesięcy przed wyznaczonym terminem. Poprzednio do Poznania przyjechało trochę ponad 3000 sympatyków fantastyki. Tym razem spodziewano się przynajmniej wyrównać ubiegłoroczny wynik, zwłaszcza że Pyrkon miał pokazać nowe oblicze.+
Każdy kto był na którejś z ostatnich odsłon poznańskiego konwentu doskonale wie, jak bardzo uczestnikom dokuczał tłok. Wobec rosnącego zainteresowania konwentowiczów i rosnącej z roku na rok frekwencji, impreza odbywała się najpierw w jednej, później w dwóch, a w ubiegłym roku aż w trzech szkołach jednocześnie. Rozwiązanie takie było konieczne, choć mało wygodne dla uczestników. Pomijając wszelkie problemy natury logistycznej, swobodne poruszanie się między szkołami utrudniała wszechobecna w tej dzielnicy młodzież w dresach. Zmiany w ulokowaniu konwentu musiały zatem prędzej czy później nastąpić.
Można się tylko domyślać, jak dużą determinacją wykazali się w tym względzie organizatorzy. W tym roku Pyrkon z odległego, niewygodnego i mało bezpiecznego Dębca przeniósł się w ścisłe centrum Poznania. Wszelkie punkty programu odbywały się w dwóch pawilonach kompleksu Międzynarodowych Targów Poznańskich, zaś oficjalna konwentowa noclegownia znajdowała się w pobliskim liceum. To zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na komfort uczestników. Przede wszystkim, taka lokalizacja okazała się świetnym rozwiązaniem dla wszystkich, którzy przyjechali na Pyrkon pociągiem czy autobusem. Dla znacznej części uczestników wizyta w Poznaniu była wyprawą na drugi koniec Polski. Tym razem, aby dotrzeć na teren konwentu, nie musieli oni już tłoczyć się najpierw w tramwajach, potem w autobusach, a jeszcze później maszerować na piechotę. Do wejścia na MTP przyjezdni mieli raptem 10 minut spacerkiem jeśli wybrali pociągi. Amatorzy autobusów mieli do przejścia tylko dodatkowe paręset metrów, więc nie zajmowało im to dużo więcej czasu.
+
Pierwsze co rzucało się w oczy po dotarciu do właściwego pawilonu to ogrom przestrzeni. Osoby, które przez ostatnie lata z trudem przeciskały się na Pyrkonie przez konwentowe korytarze, a w kolejce po akredytację stały w kilkudziesięciometrowych kolejkach, znalazły się w zupełnie nowej, komfortowej sytuacji. W tym roku kolejek praktycznie nie było. Liczba punktów, w których sprzedawano akredytacje, była przynajmniej dwukrotnie większa aniżeli na poprzednich edycjach imprezy. Kilkunastoosobowe grupy oczekujące na zakup wejściówki ustawiały się jedynie w piątek wieczorem, ale udało się uniknąć sytuacji, w których konwentowicze musieliby dosłownie zapuszczać pod sobą korzenie.
Tradycyjnie już trzeba było przypiąć sobie na nadgarstek opaskę, nowością zaś były kody kreskowe umieszczone na identyfikatorach. Umożliwiały one konwentowiczom przechodzenie przez bramki i wchodzenie na teren pawilonów MTP. Ochrona była więc podwójna - przed każdym z pawilonów, w którym odbywały się punkty programu znajdowali się ochroniarze pilnujący, by osoby niepożądane nie przedostały się na teren imprezy, zaś wejścia na sam teren MTP strzegły bramki (podobne jak na nowoczesnych stadionach piłkarskich). Także i tu stała ochrona. Tym samym problemy z ewentualnymi nieproszonymi gośćmi nie miały prawa zaistnieć. Oprócz identyfikatora i opaski, konwentowicz otrzymywał całą masę rozmaitych ulotek i materiałów reklamowych, a także, rzecz jasna, informator. Standardowo znalazły się w nim opisy wszystkich punktów programu, regulamin imprezy oraz mapki, prezentujące rozmieszczenie poszczególnych sal i pomagające uczestnikom w odnalezieniu się na terenie imprezy. Miłym i niezwykle praktycznym dodatkiem okazał się dołączony do informatora rozkład punktów programu w formie tabeli, mający postać dużej, obustronnie zadrukowanej kartki papieru. Pozwalało to na sprawne porównanie odbywających się właśnie punktów programu, tudzież zaplanowanie swojego w nich uczestnictwa. Do tego warto wspomnieć o tym, że i przed samym konwentem można sobie było przygotować i wydrukować rozpiskę z indywidualnymi "rozkładami jazdy".
+
Przeniesienie Pyrkonu do tak nowoczesnego kompleksu, jakim są Międzynarodowe Targi Poznańskie, wiązało się także ze wzrostem poziomu warunków sanitarnych. Ci, którzy do tej pory narzekali na zdezelowane pisaury czy niedomykające się drzwi od kabin toaletowych, w tym roku nie mieli większego pola do krytyki. Rzecz jasna, szkoła noclegowa prezentowała się pod tym względem nieco gorzej, ale to i tak wyraźny krok naprzód względem dotychczasowych odsłon imprezy. Znaczna zmiana dokonała się także jeśli chodzi o komfort uczestnictwa w punktach programu. Sale konferencyjne na MTP, w których odbywały się najbardziej interesujące atrakcje, były w stanie pomieścić kilkuset uczestników. Prelekcje prowadzone przez gwiazdy fandomu, rozmaite koncerty i pokazy, jak zawsze przyciągały tłumy zainteresowanych. Tym razem nie dochodziło jednak do sytuacji, w których ludzie zwyczajnie nie mieściliby się na prelekcjach w aulach. Miejsce drewnianych krzesełek projektowanych z myślą o uczniach gimnazjum i szkół podstawowych zajęły natomiast wygodne, miękkie fotele, co znaczącą wpłynęło na komfort uczestniczenia w prelekcjach. Nieco gorzej sytuacja wyglądała w mniejszych salach, gdzie wykłady, zwłaszcza o charakterze naukowym i erpegowym, również cieszyły się dużą frekwencją. Tam rzeczywiście niekiedy bywało tłoczno i duszno, ale w stosunku do lat ubiegłych i tak odnotować należy pod tym względem znaczny postęp.
Krok do przodu zrobiono także jeśli wziąć pod uwagę organizację zaplecza gastronomicznego. Na terenie konwentu działała restauracja, w której od rana do wieczora serwowano kawę i ciepłe posiłki, nie tylko z rodzaju fast-foodów. Wewnątrz wielkiego pawilonu MTP znajdował się także ogródek piwny, w którym za standardowe pięć złotych można było wypić ze znajomymi kufel złocistego trunku. Z alkoholem nie można było jednak wyjść poza ściśle wytyczony obszar, przez co nie było mowy o przykrych incydentach z nim związanych. Tuż przy wejściu do MTP znajdował się ponadto punkt dowozu i odbioru jedzenia, w którym konwentowicze mogli odbierać zamówione wcześniej telefonicznie posiłki. Jakby tego było mało, ulokowanie konwentu w centrum miasta szło w parze z dużą liczbą kawiarni, restauracji i sklepów spożywczych znajdujących się w okolicy. Na konwentowiczów czekały ponadto Akumulatory - na co dzień jeden z najpopularniejszych studenckich klubów w Poznaniu, na czas trwania imprezy - oficjalny pyrkonowy pub.
+
To, co przez lata było jednym z największych atutów Pyrkonu, to bogaty i różnorodny program. Nie inaczej było tym razem. Na uczestników konwentu czekały setki atrakcji, tak bardzo zróżnicowanych, że praktycznie każdy miłośnik fantastyki mógł znaleźć coś dla siebie. Program tradycyjnie podzielono na kilka dużych bloków.
Tak jak w poprzednich latach, najważniejsze i najciekawsze prelekcje - lub po prostu takie, na których spodziewano się największej widowni - odbywały się w auli. Tym razem były to aż dwie duże sale. Tu właśnie zwykle odbywały się spotkania autorskie, tradycyjnie mocny punkt pyrkonowego programu. Na poznański konwent ponownie przyjechało wielu pisarzy, wydawców i ludzi zasłużonych dla fandomu. Niektórzy z nich mieli oczywiście wspomniane spotkania autorskie, bądź prowadzili własne prelekcje. Gościem specjalnym, który przybył na Pyrkon z zagranicy, był w tym roku Adrian Tchaikovsky, autor znany w Polsce przede wszystkim z cyklu "Cienie pojętnych". Z tej okazji niektóre ze sklepów obecnych na imprezie ogłosiły nawet kilkunastoprocentowy rabat na wszystkie jego książki. Podstawą były jednak prelekcje rodzimych autorów. Jedną z ciekawszych był wykład Jacka Komudy dotyczący Samuela Zborowskiego, w którym autor, słynący z książek o Rzeczpospolitej szlacheckiej, przybliżał słuchaczom tę interesującą, ale jednak nie dość znaną postać. Innym bardzo dobrym punktem programu było spotkanie z Maciejem Parowskim. Dyskusja, poruszająca temat nowej książki Parowskiego, historii, a także kondycji polskiego rynku wydawniczego, była bardzo żywa i zdecydowanie warto było w niej uczestniczyć. Co ciekawe, na Pyrkonie istniał tzw. kącik autografów, gdzie po zakończonej prelekcji każdy autor podpisywał swoje książki, a konwentowicze mieli okazję zamienić ze swoimi ulubionymi pisarzami kilka słów.
+
Nie wolno jednak pominąć kilku arcyważnych punktów programu odbywających się wieczorami w auli. Przede wszystkim - koncert Jacka Kowalskiego. Występy pana Jacka od wielu lat uświetniają kolejne edycje Pyrkonu, przyciągając rzesze uczestników, i tym razem było podobnie. Piękne wykonania kolejnych historycznych bądź autorskich pieśni publiczność nagradzała gromkimi brawami i nie pozwalała bardowi zejść ze sceny przed wykonaniem kilku bisów. Jednak nie był to koniec muzycznych atrakcji tego dnia - zaraz po koncercie Jacka Kowalskiego, na scenę wszedł wykonujący muzykę wczesnośredniowieczną zespół Percival. Konwentowicze bawili się świetnie - a i samym wykonawcom, nieustannie pozostającym w żywym kontakcie z publiką, granie musiało przysporzyć sporo frajdy. W sobotę zaś, w tym samym miejscu, odbył się Festiwal Piosenki Krasnoludzkiej "Wyrycz to sam". Konkurs ten, który niejako wpisał się już na stałe do pyrkonowego programu, w tym roku wypadł wyjątkowo udanie.
Na wszystkich tych, którzy szczególnie umiłowali sobie literaturę fantastyczną, czekał ogromny blok poświęcony tej tematyce. Przez cały czas równolegle odbywały się przynajmniej trzy punkty programu poświęcone tej dziedzinie fantastyki, a ich tematyka była na tyle różnorodna, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Często prelekcje nie zamykały się w jednym zagadnieniu (np. jedna książka czy autor), ale poruszały szersze problemy - jak choćby ciekawa dyskusja dotycząca rozwoju Internetu i wpływu tego zjawiska na czytelnictwo. Nie brakowało także punktów programu o charakterze naukowym lub popularnonaukowym, często prowadzonych przez autorytety w danej dziedzinie. Na tym Pyrkonie gościło bowiem wyjątkowo wielu ludzi nauki, doktorów i profesorów, przyciągniętych w celu wygłoszenia prelekcji choćby luźno związanych z tematyką konwentu.
+
Blok poświęcony grom RPG był równie duży, co literacki. Równolegle do siebie zawsze trwały przynajmniej trzy poświęcone tej tematyce punkty programu, wybór był zatem niemały. Tu również natknąć się można było na prelekcje poświęcony konkretnym systemom, jak również dyskusje, w których poruszano szersze problemy związane z grami fabularnymi. Podobny blok, choć już nie tak rozbudowany, poświęcony był komiksom, zaś w salach multimedialnych praktycznie przez cały czas trwania konwentu odbywały się różnego rodzaju konkursy i prezentacje. Nie można także zapomnieć o LARPach, których w tym roku w programie było wyjątkowo dużo, a z opinii uczestników wywnioskować można, że zwykle trzymały wysoki poziom. Nie brakowało zresztą takich, które odbywały się spontanicznie, nie będąc wcześniej wymienione w programie.
Wracając jednak do konkursów, ponownie było ich na tyle dużo, że musiały rozgrywać się jednocześnie w dwóch osobnych salach. Zakres tematyczny był bardzo szeroki. Zwykle poświęcano je konkretnym autorom lub dziełom (konkurs poświęcony życiu i twórczości Neila Gaimana, konkurs wędrowyczowski, czy wiedzy o Star Treku), choć zdarzały się i bardziej ogólne rywalizacje, jak tradycyjnie już organizowany konkurs ogólnoliteracki. Za wygrane konkursy każdy uczestnik odbierał tzw. PyrFunty, a więc walutę konwentową, którą mógł później wymienić na nagrody. Pod tym względem organizatorzy ponownie się popisali, uzyskując od sponsorów nagrody o łącznej wartości wielu tysięcy złotych. Dużą popularnością cieszyły się także różnego rodzaju turnieje. Tu wypada także wspomnieć o dobrze przygotowanym i zorganizowanym punkcie gry "Magic: The Gathering". Nasi redaktorzy wzięli udział w turnieju dla początkujących. Odbył się on w niedzielę, ale wcześniej trzeba było odbyć szkolenie. Osoba tłumacząca zasady robiła to barwnie, klarownie i ciekawie. Także podczas samego turnieju nie było problemu ze zdobyciem wszelkich informacji. Sędziowie i organizatorzy odpowiadali na każde pytania. Podobnie było zresztą w games roomach i innych przybytkach tego rodzaju. Dobry kontakt organizatorów z konwentowiczami pozytywnie wpływał na przyjemność z uczestnictwa w imprezie.
+
Pyrkon to także okazja do uzupełnienia braków w książkach, komiksach czy grach. Przez cały czas konwentu, w obu pawilonach rozstawiały się sklepy, mające w swoim asortymencie wszystko to, czego miłośnikowi fantastyki potrzeba do szczęścia. Na stoiskach takich sklepów jak KiK lub Druh można było zaopatrzyć się w książki i komiksy, zaś Kuźnia Gier i Q-Workshop miały w swojej ofercie niezliczone gry i akcesoria do nich. Znalazły się także stoiska z inspirowaną wczesnym średniowieczem biżuterią i sklepy sprzedające koszulki z nadrukami. Trzeba zaznaczyć, że wiele spośród nich przygotowało na konwent specjalne oferty i rabaty, dzięki czemu poszczególne tytuły można było nabyć za dużo niższą cenę niż w sklepie.
Tradycyjnie już, po zakończeniu imprezy na PyrForum uruchomiono akcję oddawania rzeczy pozostawionych na konwencie ich prawowitym właścicielom. Każdy, kto zostawił na Pyrkonie coś mniej lub bardziej cennego, miał dzięki temu szanse to odzyskać. I trzeba powiedzieć, że inicjatywa ta sprawdza się dobrze. Dość wspomnieć, że nasza redakcyjna koleżanka odzyskała dzięki niej zagubiony przypadkiem aparat fotograficzny.
Tegoroczny Pyrkon był jedną z najlepiej zorganizowanych imprez tego typu, w jakich kiedykolwiek uczestniczyłem. Rozbudowany program, doskonała lokalizacja, szereg udogodnień i dodatkowych atrakcji - wszystko to sprawia, że Pyrkon 2011 przejdzie do historii poznańskich konwentów jako jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy. Zmiany, jakich dokonali organizatorzy, były ogromne, ale kierunek jaki obrali - jak najbardziej słuszny. Stąd pozytywna ocena konwentu i zapewnienie, że na pewno nie zabraknie mnie na nim w przyszłym roku.
Fotorelację z konwentu możecie obejrzeć
TUTAJ.