+
Pierwszy weekend października (tj. 1-2) zgromadził w Krakowie pasjonatów gier fabularnych za sprawą Lajconika. Impreza została zorganizowana przez Krakowską Sieć Fantastyki, we współpracy z Młodzieżowym Domem Kultury. Inicjatywa została przyjęta bardzo ciepło, o czym może świadczyć fakt, że na miejscu stawiło się ponad 100 osób.Celem Lajconika było umożliwienie fanom RPG rozegrania zróżnicowanych sesji w ciągu niemalże całego weekendu. Oprócz znanych i popularnych systemów takich jak Neuroshima, Zew Cthulhu czy D&D, gracze mieli okazję poznać również światy mniej znane lub zupełnie nowe. Sam nigdy wcześniej nie spotkałem się z nazwami takimi jak „Free Market”, „MouseGuard” , czy „Kagematsu”, lecz wyraźnie zaznaczam, iż nie jestem znawcą RPG. Ponadto Lajconik dał niesamowitą okazję do poznania ludzi o podobnych zainteresowaniach i zintegrowania miłośników gier fabularnych. Tego typu inicjatyw jest w Krakowie mało, więc pomysł organizatorów okazał się strzałem w dziesiątkę.
Sam Dom Kultury pozwolił na rozgrywanie aż 10 sesji równolegle. Sale nie były duże, ale w pełni wystarczające dla 5-6 osób, gdyż tyle średnio liczyła jedna „uderzeniowa grupa RPG”. Była to bardzo imponująca liczba i czasami ciężko było się zdecydować, którą grę wybrać. Dla osób zmęczonych wielogodzinnym odgrywaniem postaci zapewniono alternatywę w postaci bardzo dobrze zaopatrzonego games roomu. Znajdował się on w dużej sali, więc każdy mógł znaleźć dla siebie sporo miejsca.
Osobiście wziąłem udział tylko w jednej sesji - Zew Cthulhu. Nigdy wcześniej nie miałem okazji zagrać w tym systemie, więc rozpocząłem grę ze sporym entuzjazmem. W związku z istniejącymi warunkami, tj. mała, jasna sala i nastawienie sesji (ok. 3 godziny zabawy dla nowicjuszy), nie udało nam się uzyskać atmosfery strachu i przerażenia. Zamiast tego było sporo klimatycznych żartów i zabawnych zachowań graczy. Zapewne ortodoksyjni miłośnicy Lovecrafta uznaliby to za czystą herezję, dla mnie natomiast liczyła się dobra zabawa i nie zawiodłem się w oczekiwaniach.
Warto wspomnieć, że zabawa nie kończyła się w momencie zamknięcia Domu Kultury. Głodni dalszych przygód mogli kontynuować rozgrywanie sesji w specjalnie wynajętym do tego celu klubie „Jędruś”. Jak sama nazwa „klub” wskazuje, można również było usiąść we wspólnym gronie popijając różne (oczywiście bezalkoholowe!) napoje.
Lajconik pokazał, że krakowska fantastyka ma się bardzo dobrze. Impreza pozwoliła na poszerzenie własnych horyzontów, a także nawiązanie nowych znajomości z ludźmi o podobnym hobby. Osobiście jestem bardzo zadowolony i miejmy nadzieję, że sukces Lajconika zaowocuje kolejną edycją.