Relacje

Avangarda 007

Ciekawe, że siódmy syna siódmego syna wydał się organizatorom Avangardy mniej interesujący od Bonda, agenta 007. W tym roku fantasy poszło w odstawkę i warszawski konwent podążył motywem szpiegowskim. Agent JKM lepiej jednak wypadał na ekranach. Jako patron imprezy nie odcisnął na niej zbyt wyraźnego piętna. Organizatorów również nie upilnował, ale o problemach – później.

Na wstępie trzeba podkreślić, że wiele z tego, co można zarzucać organizatorom Avangardy, to efekt zmiany lokalizacji. Tym razem konwent zagnieździł się na terenie kampusu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, w budynku nr 34, w którym znajduje się m.in. Wydział Leśny. Zaczął się 21, a zakończył 24 lipca.
Pierwszego dnia na Avangardę można było wejść już od godziny 14. Wcześnie, biorąc pod uwagę to, że program startował od 18. Miało to zapewne pomóc rozładować przewidywane kolejki. Szczęście w nieszczęściu – z tym problemem nie trzeba było się zmagać, gdyż na konwent przybyło mniej uczestników, niż oczekiwano. W sumie pojawiło się około 1200 osób. Szkoda, bo budynek SGGW bez problemu pomieściłby i trzykrotnie większą liczbę konwentowiczów.

Sama akredytacja działała całkiem sprawnie i w tym zakresie nie można było narzekać. Co innego jeśli chodzi o ustawienie stolików rozstawionych wzdłuż ściany. Goście skupiali się przy najbliższym stanowisku, podczas gdy dalsze były wolne. Gżdacze(nie wiem co chcesz przez to powiedzieć, pierwszy raz słyszę to słowo, czyżby jakaś literówka?) musieli wywoływać kolejne osoby. Inne ustawienie stolików nie byłoby proste, ale mimo wszystko – gdyby pojawiły się tłumy, byłby problem i tylko częściowo można by za to winić gapiostwo przybyłych.

Opisana wyżej kwestia nie okazała się jednak jakąś szczególną bolączką. Dużo większym problemem była sprawa konwentowej noclegowni. Znajdowała się ona w centrum, blisko dworca (plus), ale odległość do niej z SGGW to było dobre kilka kilometrów (duży minus). Niektórych konwentowiczów czekała jazda metrem (lub autobusem) na kampus, a potem spacerek – i tak codziennie, każdorazowo poświęcając na taką wyprawę mniej więcej godzinę w jedną stronę. Szkoda również, że nie było żadnych dodatkowych środków komunikacji, specjalnie przygotowanych na okazję Avangardy. Na Falkonie, mimo że noclegownia też była oddalona, to jednak dało się coś takiego załatwić.

Przy noclegach warto się jeszcze na chwilę zatrzymać. Jest bowiem jeszcze jedna kwestia do omówienia, czyli opłaty. Aby w pełni korzystać z konwentu trzeba było wydać 40 złotych. To cena rozsądna i stosunkowo niska. Podobnie było z kosztem wejściówek jednodniowych (maksymalnie 15 zł), co warto podkreślić w kontekście kilku ostatnich imprez, na których akredytacje tego typu miały horrendalnie wysokie ceny przy dużo gorszej ofercie programowej. Tu więc duży plus dla organizatorów, ale zgrzyt pojawia się właśnie przy noclegach.

Po pierwsze, przez długi czas jedyną opcją oferowaną konwentowiczom były akademiki – oczywiście płatne. Dodatkowe uderzenie po kieszeni z pewnością nie każdemu było w smak i być może to właśnie jeden z powodów niższej liczby gości. Druga opcja pojawiła się w zasadzie tuż przed Avangardą – niemal do samego końca nie było pewne, czy nocleg w szkole, na karimatach, w typowych, konwentowych warunkach, będzie możliwy. I tu konieczne było wprowadzenie opłat, chętni musieli wyciągnąć z kieszeni kolejne pięć złotych. Trzecią opcją było oczywiście zatrzymać się u znajomych, ale niestety nie każdy w Warszawie ich ma, a i nie jest to rozwiązanie optymalne. Dodatkowo, akredytować można się było wyłącznie w budynku SGGW. Mimo że szkoła noclegowa była obok dworca w centrum, nie każdy wiedział, że można w niej zostawiać rzeczy. Część osób zabierała więc bagaże ze sobą, tylko po to by wrócić do centrum i z powrotem na teren kampusu. Jeśli więc chodzi o logistykę i sposób przekazywania informacji, coś musiało w tym względzie zaszwankować.

Na usprawiedliwienie organizatorów trzeba powiedzieć, że niejasna sytuacja odnośnie noclegów nie była w pełni od nich zależna. O tym, że są problemy z udostępnianiem szkół przekonał się pewnie każdy, kto przygotowywał konwent. Tu warto wspomnieć, że Avangardowy budynek SGGW musiał być nocą opuszczany – taki wymóg uczelni. Od północy do ósmej rano była ona dla konwentowiczów niedostępna.

Przy okazji możemy się zastanowić, czy rzeczywiście opłaty za nocleg są już koniecznością. Z jednej strony konwenty rozrastają się i rozwijają, oferując coraz więcej. Z drugiej dlaczego zmieniać coś, co się do tej pory sprawdzało i dlaczego płacić za coś, co do tej pory było za darmo, jak np. nocleg w szkole? Fandom, sądząc po frekwencji na Avangardzie, niezbyt chętnie akceptuje wprowadzanie dodatkowych opłat. Puste korytarze i aule SGGW były dość smutnym widokiem.

To oczywiście nie jedyny powód stosunkowo niskiej liczby uczestników (około 1200 osób). Drugim – najprawdopodobniej - była trochę za mało energiczna i rozległa promocja konwentu. Fakt, na Pyrkonie było kilka osób zachęcających do przybycia do Warszawy. Wiadomości o przygotowaniach również pojawiały się w miarę regularnie, ale sami organizatorzy w pierwszym poście pisali: „Po długim okresie oczekiwania w końcu ruszyliśmy! W tym roku wyjątkowo późno ale mamy nadzieję, że nie zrazi to Was i stawicie się co najmniej równie licznie jak w ubiegłym roku.” Zabrakło rozmachu, który dostrzec można przy okazji promocji Falkonu czy Polconu.

Zostawmy jednak te mało przyjemne sprawy i przejdźmy do programu... i tu znowu, niestety nie obejdzie się bez narzekania. Powód? Wiele punktów programu się po prostu nie odbyła. Przy naprawdę dużej liczbie prelekcji i atrakcji być może nie było to aż tak bolesne. Problem w tym, że to, na co można by przymknąć oko w przypadku lokalnej imprezy, w przypadku Avangardy jest mocnym zarzutem. Pytanie na ile możemy tu winić organizatorów, a na ile prelegentów, którzy zapowiedzieli, że będą, a potem im się nie chciało. Nie ma co tu o nich mówić – zawiedzeni konwentowicze sami najlepiej będą wiedzieć kogo im zabrakło najbardziej. Należy jednak wspomnieć o Rebel Legionie, czyli gwiezdnowojennej organizacji kostiumowej. Niedawno siostrzana ekipa Legion 501 została laureatem Śląkfy w kategorii Fan Roku. Szkoda więc, że skoro grupa ta nie pojawiła się Avangardzie, Rebel Legion również nie zawitał do Warszawy, choć według programu miał być.

Oczywiście trzeba również liczyć się z różnymi wypadkami losowymi. Prelegentów, którzy nie dojechali, bo nie mogli, też pewnie się trochę trafiło. Albo jednak Avangarda była pod tym względem wyjątkowo pechowa, albo faktycznie część twórców programu olała temat. Istnieje też trzecia możliwość – chaos wśród organizatorów. Który z tych powodów jest najbliższy prawdzie trudno ocenić z perspektywy zwykłego konwentowicza. Kwestie logistyczne i informacyjne musiały jednak mieć coś do rzeczy, skoro np. Bogusław Polch miał kłopot ze znalezieniem właściwego budynku. Z tego powodu spóźnił się na swą prelekcję, co zrekompensował jednak z nawiązką ciekawie wypełniając czas zgromadzonym na sali słuchaczom.

Mimo wpadek trzeba jednak przyznać, że konwent miał całkiem dobry program. Dobrze bawić się mógł na nim każdy – i ten kto przyjechał dla prelekcji, i ten kto chciał po prostu spotkać się ze znajomymi. Tym drugim może przydałoby się więcej konkursów, ale mieli do dyspozycji bogaty Games Room, ponoć niezłe LARPy, miejsce do grania w RPG czy karcianki – a to tylko część mniej lub bardziej standardowych atrakcji. Ci pierwsi mogli natomiast wybierać głównie między blokiem literackim i RPG z wyróżniającą się pod tym względem częścią programu organizowaną przez Wydawnictwo Portal. Dwa pełne bloki to jednak spory wysiłek, ale też dużo zabawy i satysfakcji. Z pewnością wydarzeniem konwentu była zresztą Portalowa premiera Neuroshimy Tactics. Drugim istotnym „eventem” Avangardy była premiera nowej edycji podręcznika do Zewu Cthulhu. Zainteresowanie publikacją Wydawnictwa Galmadrin było spore, a i sama książeczka naprawdę zacnie się prezentuje.

Ciekawe natomiast, że poza Neuroshimą Tactics, na konwencie trudno byłoby znaleźć innego bitewniaka. Szkoda, bo figurkowców na Avangardzie brakowało. Podobnie było z karciankami, choć tu trzeba podkreślić, że na wysokości zadania stanął sklep Graal – organizator warcraftowego turnieju. Działo się też trochę magicowych rzeczy, ale jednak można się poskarżyć na pewien brak odpowiedniego wyeksponowania tych wydarzeń.

Za ciekawy pomysł należy uznać pokoik z programem „dziecięcym”. Maluchów nie było zbyt wielu, ale mimo wszystko – fakt, że organizatorzy pomyśleli także o najmłodszych trzeba docenić. W każdym razie, dzieciaki chyba dobrze się bawiły, a rodzice i opiekunowie mogli w spokoju pohasać po konwencie. Warto również docenić ideę wykraczania poza granice fandomowego światka i przybliżanie organizacji społecznego pożytku. Tu warto wspomnieć o tym, że na Avangardzie organizowano również cały blok poświęcony motywom celtyckim. W przeciwieństwie do zeszłorocznej imprezy, gdzie był obecny IPN, tym razem pomysł się nie sprawdził. Można było odnieść wrażenie, że program pod tym kątem był niepełny.

Uczciwie trzeba to przyznać: Avangarda w tym roku nie wyszła tak jak powinna. Rok w rok, po każdej Avangardzie, słyszę, że poprzednia była lepsza, że jest coraz gorzej. Tym razem trudno polemizować z takimi opiniami. Mimo to były to cztery dni dobrej zabawy. Konwent „zabiła” tak naprawdę frekwencja. Gdyby nie to, mimo wszystkich mankamentów i narzekań, impreza wyszłaby pewnie całkiem dobrze. Oby organizatorzy wyciągnęli wnioski i znając wady i zalety nowej lokalizacji, w przyszłym roku stworzyli bardziej dopracowaną imprezę. Mam również nadzieję, że obawy głównego koordnatora Xarica i ekipy o przyszłość Avangardy, to tylko dmuchanie na zimne. Szkoda by było, gdyby stolica zniknęła z konwentowej mapy Polski.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Konwenty
  • Velocilarptor
  • Ziemie Ja??owe
  • Rafineria 2012
  • Fornost 2012
  • Toporiada
  • newage
  • Kreskon
  • Polcon 2012
  • ??widkon
  • Kapitularz
  • Nawikon

Bestiariusza przegląda 4 użytkowników: 1 zalogowany, 0 ukrytych i 3 gości
Zalogowani: Google [Bot]

Copyright © 2001-2010 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 maja 2012, 06:12 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka