Relacje

Felietownik Nerda #2: Lingwersja, o lokalizacjach, dubbingowaniu i liryce psa

Witajcie ponownie,

Poprzedni tekst otwierający cykl powstały na zlecenie RedNacza był przydługi. Nadto długi, aż musiano go poszatkować. Zgrozo! Jok wybacz, musiałem się pożalić.

Obiecałem poprawę, a zawsze dotrzymuje słowa, zatem zapraszam na ciąg dalszy lektowych przemyśleń w kolejnej odsłonie Felietownika Nerda. Istny fel(i)e[k]townik.

by Lekt



Lingwersja, o lokalizacjach, dubbingowaniu i liryce psa

Obrazek



Każdy, absolutnie każdy z Graczy mających 30+ jesieni na karku uczył się angielskiego z gier. Rzucaliśmy również zagranicznym mięsem (nie pochwalam) poznając czarną mowę z „brudnych” filmów lat osiemdziesiątych. Później przyszło używanie w komunikacji potocznej slangowych „potionów”, „HP” i „sub-bossów”. Angielski określono językiem urzędowym Ziemi, to też chcąc ogarnąć przygotówki od LucasArts trzeba było często wertować opasły słownik (ot choćby żonglerka znaczeń w „Monkey Island”).

Dziś żyjemy w lepszych… dobra, w innych czasach. Mamy lokalizacje. Ba! Mamy dubbing! I pochodzimy z Polski, zatem dlaczego mamy wiecznie dostosowywać się do Globalnej Wioski? Płacimy, więc żądajmy.

Wszystkie Shreki mówią po naszemu

Lekt, kto ty jesteś? Polaczek mały. Jaki znak twój? Dubbing fajny. Gdzie się szwendasz? Między grami. I tak dalej... Rynek gier, polskich gier – tworzonych przez polskie studia, zdolnych ludzi z pasją - przeżywa od kilku lat prawdziwy boom. Choć spolszczanie gier nie jest niczym nowym i sięga głęboko PCetowej ery - „Icewind Dale 2” bądź „Diablo” (albo jak wolą poniektórzy „Diabolllo”), to już z pełną lingwersją bywało różnie. Choć dekadę temu grało się zarywając noce, wsłuchanym z dziką przyjemnością, gdy barbarzyńca wył „to dobry czas na umieranie!” i miażdżył orkowe łby jak Telly „Kojak” Savallas rozgryzał lizaki o smaku coli. Wciąż jednak czegoś brakowało. Sekretnego składnia immersji. Lektowej lingwersji…

Lingwersja stanowi dla mnie kwintesencję polskości. Od pierwszego zdania w intro, soczystego „zdychaj”, przez słowiański sznyt, po opisy oporządzenia i wykaz gnatów, do grande finale. Grasz po polsku, jesteś z Polski i odwrotnie. Inaczej Polaku, dlaczego nie grasz po polsku? Nie pozwolili? Ci źli deweloperzy. Wstydzimy się naszego języka czy tylko najważniejsze są kwestie finansowe? Wszystko muszą robić fani? Za darmochę?

Dawniej przekopanie się przez tysiąc linijek zamerykanizowanych dialogów jRPGów, było drogą przez mękę. Niby coś tam człowiek jarzył: główny wątek fabuły, postacie, ale w latach osiemdziesiątych „englisz” (from USA of course) był trudna język, jakiś takim czarnym słodkim płynem zalatujący, niepowszedni. Generalizuję nieco, aby usprawiedliwić własną lingwistyczną ułomność, wszak i dziś bez wstydu zaglądam czasem do… cyfrowego translatora w smartfonie, bo kto by normalny używał papierowego słownika? Moim zdaniem największa batalia dubbingowa (lingwersjowa nawet) ostatnich lat wybuchła przy porównywaniu „Wiedźmina” z jego drugą odsłoną, „Zabójcy Królów”, gdy zarzucano CDP porzucenie słowiańskiego klimatu. Abstrahując od konieczności rozwoju formy gry, dostrzegania wewnętrznego procesu jej ewolucji w skali międzynarodowej, kto grał w sequel, ten wie, ile językowych smaczków i wybornie wkomponowanych wulgaryzmów zostało weń wkomponowanych. Nieważne, że w „Diablo III” był „mięsny jeż”, obcoplemieniec nie zrozumie żartu. Podobnie jest z pokazaniem mieszkańcom zachodniej Europy przeglądu filmów Stanisław Barei bądź Władysława Pasikowskiego. A dajcie pokój narodom, spróbujcie puścić zagranicznej gawiedzi „Rejs”! Czego my się mamy wstydzić? Swojskiej i soczystej kur… de blaszki? Lokalizacje i dubbingi jeszcze nigdy nie stały na takim poziomie. Polska lingwersja rządzi! Tylko idźmy według zasady – wszystko albo nic. Tym bardziej, jeśli mówimy o grach robionych przez Polaków dla Polaków.

Gdzie tu developerski sens i logika? Żelazne są prawa rynku, ale my lubimy „PL”.

Lokalizacja 2.0 & Dubbing Spółka ZOO

Kilka lat temu, gdy pod strzechą zawitał Xbox 360, w czytniku wylądowało „Gears of War” i… trafił mnie astygmatyczny szlag. Okulary musiałem zamienić na lornetkę, ażeby móc cokolwiek zrozumieć z mamrotania Marcusa „Rznij Lancerem” Fenixa. Mikroczcionka (minimalizm to za mało), której nie sposób powiększyć w menusach (nie można, prawda?), powodowała, iż często stykałem się nosem z ekranem. Wybór prosty: albo analizujesz, co gadają po angielsku, albo czytasz kinowe napisy, albo jak to w Gearsach, giniesz. Powrót, ciąg dalszy gadaniny… I znów giniesz. Owszem, w przypadku „Gearsów” trudno mówić o dubbingu lub pełnej lingwersji, bo to produkt na wskroś zagraniczny. Jednak prosty suwaczek powiększający czcionkę byłby pożądny i użyteczny, szczególnie dla okularników.

Nie rozumiem także zupełnie reguły określającej wielkość liter w kinowych lokalizacjach. Zaawansowany algorytm SI? Palić licho menu, po jakimś czasie grając dłużej obsługuje je człek mechanicznie (po 150 godzinach z Finalem X, wiem, co prawię). Widocznie panowie lokalizatorzy, spece od cudów techniki XXI wieku mają cyberoczy, niczym Adam Jensen z „Deus Ex: Bunt Ludzkości”.

Uwaga, dygresja na koniec. Ostatnia z wymienionych gier zasłużyła sobie na pełną polską lingwersję. Choć miałbym nie lada problem z wytypowaniem głosu głównego protagonisty…

Lara i Agent 47 poszli na jasne pełne…

Po wyborze Karoliny Gorczycy na polską pannę Croft, pomyślałem, że jest ryzyko jest zabawa. Młoda, atrakcyjna, aktorka raczej drugiego planu stanęła przed nie lada wyzwaniem. Dostała od wielu Graczy potężny kredyt zaufania. Ogrywając po czasie przygody zresetowanej Lary kiwałem z uznaniem głową, wybór okazał się bardzo trafny, a Panie Karolina dołożyła ładny kamyczek do ogródka lingwersji. Dalej wyskoczył Paweł Małaszyński w roli Hitmana. Rany! pomyślałem, nareszcie coś się dzieje. Choć wcześniej był oczywiście niezniszczalny Bogusław „Franz” Linda wyrzynający mitologiczne zastępy w „God of War”, zaczęto wreszcie personalizować gry, nie tylko dubbingować.

Wymieniam głównie pierwszoligowe tytuły, lecz to bez znaczenia, chodzi wszak o wyłożenie z pozoru bardzo prostej prawdy. Gotowi? Odkrywam karty. Znając język obcy (choćby i herbacianą mowę) uruchamiając grę, która wyszła w pełnej polskiej lingwersji odczuwam dreszcz podniecenia. Ekscytację na myśl o maksymalnej immersji i zanurzaniu w ekwilibrystyczne smaczki ojczystego języka, wyłapywanie tekścików i żarcików zrozumiałych jedynie dla danego języka. Polskiego języka. A język polski przy tych wszystkich „heheszkach” i demtywatorowych memach Gracza poczciwego dopada, omamia i wprawia w osłupienie nad zawijasami struktury obrażenia drugiej osoby na dziesiątki sposobów.

Kochani Deweloperzy, prosimy zrozumcie, Polska nie jest krajem czwartego świata. Chcemy grać w gry po polsku nie z powodu kompleksów czy „widzimisiów”. Chcemy, gdyż wkręta wyrabia wówczas 300% normy!

Brakuje Wam funduszy? Być może warto pochylić się nad bardzo modnym finansowaniem społecznościowym…

Rzekł Lekt chwytają za pad.

I padł z zachwytu słysząc jak Geralt drze łacha z Jaskra...

P.S. Z przyzwoitości nie wspomniałem o dubbingu (atak paniki!) „Star Wars Kinect” oraz o jednym z największych hitów, umieraniu w „Killzone”:

KOMENTARZE (1) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Jok 26 wrz 2014, 20:37
Ja Ci tylko tematem rzucilem :P to ze sie rozpisales to juz inna bajka :P
  • Konwenty
  • FORT
  • Tolk-Folk
  • Ryucon 2017
  • Fornost 2017
  • NiuCon
  • Mochicon
  • Zakonki
  • Twierdza
  • Gildia Society
  • Rzesz??w by Night

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 21 lis 2017, 01:48 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka