Relacje

Quo Vadis - Relacja z Tsuru Japan Festival 2016

Nic tak nie boli jak nagły spadek poziomu imprezy, która jeszcze rok temu mogła walczyć o czołowe miejsce jeśli chodzi o najlepsze konwenty w 2015. Jednakże z roku na rok w Rybniku doszło do wyjątkowo dziwnej sytuacji. Wszystko co było dobre znikło, lub nie działało tak dobrze jak powinno. Tsuru chce być w peletonie najważniejszych konwentów w Polsce. Mają nadal szanse się w nim znaleźć, a tegoroczna edycja Tsuru Japan Festival powinna być dla nich dobrą okazją do wyciągnięcia wniosków.

Obecna edycja Tsuru Japan Festival odbywała się w tym samym miejscu, co w zeszłym roku, czyli w Rybnickim Zespole Szkół Technicznych na ulicy Tadeusza Kościuszki. Lokalizacja znajduje się w odległości 10 minut piechotą od głównego dworca kolejowego w linii prostej. Również niedaleko szkoły znajduje się przystanek dla busików z Katowic.

Szkoła znajduje się w ścisłym centrum Rybnika, co jest ogromnym plusem. Obok szkoły znajdowała się Żabka, a pod szkołą zaparkował również food truck w którym można było zamówić hamburgery przyrządzane w idei slow food. Konwentowicze nie mogli narzekać na brak jedzenia, lecz mogli już narzekać na kolejkę.

W porównaniu do zeszłorocznej edycji były dwie osobne kolejki. Jedna z przodu przy bramie frontowej, dla wystawców, cosplayerów. Druga na samym końcu szkoły, dla ludzi którzy kupili wejściówki wcześniej, lub chcieli je kupić na miejscu. Jednakże kolejki nie były w żaden sposób oznaczone, przez co ludzie stali w nie tych kolejkach co mieli. O tym która linia jest która można się było dowiedzieć dopiero od ochrony. Karteczki z tym dla kogo jest przeznaczone wejście wisiało dopiero na drzwiach, czego nie było widać.

Kolejka dla gości specjalnych była długa, szczególnie, że miała być bez kolejkowa. Okazało się wtedy, że całość akredytacji obsługiwały trzy osoby, z czego jedna z nich zajmowała się obsługą szatni, gdzie można było zostawić kurtki. Okazało się wtedy, że identyfikatory dla mediów się skończyły i jedyne co można było wtedy dostać to błękitną opaskę na rękę. Również był ogromny rozdźwięk między opaskami dla mediów, na porządnej smyczy, kiedy zwykli konwentowicze mieli swoje identyfikatory zawieszone przez lichej jakości sznurek.

Już o godzinie 10 nie było miejsc do spania, każdy skrawek ziemi na korytarzu wyeksploatowany. Konwentowicze upychali się wszędzie gdzie mogli, począwszy od sal, przez korytarze. Warto nadmienić fakt, że organizacja starała się usilnie pomieścić ludzi. Gdy skończyła się akredytacja w jednej części budynku, pozwolono ludziom tam spać, również podobnie zrobiono z salą konferencyjną.

Ludzie byli oburzeni ze względu na sale do spania, których było więcej, a i tak ludzie mieli problemy. Cosplayerzy, którzy występowali na scenie, dostali tylko jedno pomieszczenie, na prawie 100 osób. Warto wspomnieć, że rok temu, przy połowie mniejszej liczbie cosplayerów, były przewidziane dla nich pomieszczenia. Równie absurdalnym faktem, jest to, że był konkurs w którym nagrodą były specjalne miejsca do spania przeznaczone dla zwycięzców.

Organizacja Tsuru pisała, że miał być przewidywany mediaroom, w którym ludzie z prasy mogli zostawić swoje rzeczy takie jak aparaty, obiektywy oraz w nim spać. Jedyny sleeproom związany z mediami jaki był to był od pewnej ekipy zajmującej się według nazwy imprezami na południu Polski, który został nabyty przez ich indywidualne ustalenia. Miejsce dla innych mediów, było i okazało się być zajęte już przez ludzi. Czy tak ciężko się wyprasza ludzi? Co to za organizator, który nie potrafi załatwić rzeczy, która była obiecana?

Prysznice względem poprzedniego roku były o tyle lepsze, że woda miała jakiekolwiek ciśnienie, będąc nadal lodowato zimną. Helperzy w pocie czoła starali się zachować czystość w ubikacjach i chwała im za to. Niestety konwentowicze nie potrafią się zachowywać i cały wysiłek rujnowali swoim niechlujstwem. Porozrzucany papier, poobrywane deski sedesowe i inne rzeczy były smutnym widokiem w toaletach.

Informator był wyjątkowo cienki. Posiadał zaledwie 16 stron zapisanych tekstem. Na próżno szukać grafik, które były by przydatne, Kolory są pstrokate co niektórym ludziom przeszkadzało w czytaniu. Co jest najbardziej zatrważające to brak jakiejkolwiek mapy budynku. Jeśli nie w informatorze to nawet nie było jej dołączonej jako osobna kartka. Ludzie błądzili jak we mgle szukając sal ciągle wypytując się helperów. Sale były przydzielane losowo. Jedna z sal panelowych znajdywała się pomiędzy stoiskami wystawców w głównym przejściu między dwoma budynkami.

Prawda, mapy były, ale poprzyklejane na byle jak małego formatu, z których człowiek niczego nie rozumiał. Istniały również sale widmo takie jak chociażby UltraStar, który nie był w żaden sposób opisany, ani na mapie, ani kartki na drzwi. Zmuszało to ludzi do chodzenia i sprawdzania wszystkich drzwi w nadziei, że za nimi znajdzie się to co czego się akurat szuka. Czasem nawet helperzy nie byli w stanie do końca pomóc ludziom.

Niektóre atrakcje, które były opisane w ogóle nie istniały, tak jak chociażby ta z Rock Bandem. Dobór sal też był najwidoczniej losowy. Gdy takie rzeczy jak wspomniany UltraStar mieścił się w ewidentnie za małej sali jak na popyt. Ekipa od Voltex była rozstawiona na korytarzu z swoim drogim sprzętem.

Stoisk było dość sporo i nie było na nich nic nowego. Stare sprawdzone rzeczy, które na konwentach się sprzedają. Najciekawiej się prezentował hol gdzie wystawiali się artyści. Można było poczuć dyskomfort gdy na konwencie mangowym możesz kupić uprzęże BDSM z stoiska „Ciocia Samo Zuo DIY”. Fetysze fetyszami, nie mniej jednak można było odczuć dyskomfort. Na stoisku można było również kupić moralne przedmioty. Na plus duża ilość rysowników, którzy brali zamówienia na rysunki

Ciężko stwierdzić, kto w organizacji upadł na głowę i pozwolił stawiać na ciasnej przestrzeni namioty wystawowe, w których stelaże wystawały aż do połowy wolnej przestrzeni po której ludzie mogli się poruszać. W efekcie czego ludzie się mozolnie przepychali między sobą. Nawet wystawcy mieli problem odnaleźć swoje stoliki przygotowane pod stoiska.

Czym byłby konwent bez pokazu cosplay? Cosplayerzy dopisali w tym roku zalewając teren Tsuru.
Scenek było sporo, bo aż około czterdziestu. przez co sam pokaz skończył się po 23. Niestety wokół polskiej sceny cosplay nie dzieje się nic nowego. Są odgrzewane te same kotlety jak chociażby tłumy zwiadowców Shingeki no Kyojin czy postacie z innych serii Owari no Seraph. Następnie po cosplay’u odbyła się wixa, która trwała aż do rana.

Z kosmosu były wymagania postawione wobec mediów. Miał być mediaroom, ale jak było napisane wcześniej został zajęty przez innych ludzi, a organizacja z tym nie zrobiła. Fotografowie mieli takie przywileje, jak chociażby możliwość zajęcia wcześniej miejsc pod sceną aby robić dobre zdjęcia z cosplayu. Kiedy osoby piszące relacje miały wyboistą drogę pod górkę.

Czytamy w osobnym regulaminie dla mediów: „Relacja pisemna nie powinna zawierać informacji niepotwierdzonych przez organizatora.” - Brzmi to jakby organizatorzy nie chcieliby dopuszczać do siebie złego zdania na temat konwentu jaki zrobili. Jeżeli będziemy śmieć powiedzieć coś co organizatorom się nie spodoba możemy liczyć na to, że: „W przypadku nieprzestrzegania niniejszego regulaminu lub ustaleń indywidualnych organizator może dochodzić zwrotu kosztów wejściówek.”. Zakrawa wszystko to na absurdalną sytuację, której nikt nie jest do końca wytłumaczyć.

Tsuru w tym roku wykazało ogromna niekompetencję w zakresie organizacji imprez masowych. Za dużo ludzi, za mało miejsca. Dezinformacja pośród samej organizacji, która nie wiedziała co się dzieje. Sprawianie wrażenia jakby impreza była organizowana na kolanie. Brak jasnych informacji dla konwentowiczów, sale są źle po oznaczne, na lekarstwo szukać mapy budynku, gdy ta jest powieszona byle jak i jest nieczytelna. Masowość cosplayu i traktowanie względem cosplayerów, którzy dostają jeden sleep w którym muszą się gnieść. Ochrona, która tylko siedziała i nie interesowała się resztą imprezy, tylko tym kto wchodzi i wychodzi.

Wyjątkowo dziwny jest regulamin dla mediów, który nie mówi wprost pewnych rzeczy, lecz ludzie wiedzą o co chodzi. Chodzi o przymykanie oka na pewne nie dociągnięcia organizacji i aby nie patrzyć na nich w sposób skrajnie krytyczny. Jednakże powoduje to swoisty rozdźwięk, przez który nie wiadomo co organizacja ma na myśli.

Nie da się zaprzeczyć faktu, że ludzie dopisali w Rybniku i wielu z nich była zadowolona z konwentu, co wyrażała na stronie wydarzenia na Facebooku. Mało kto by pomyślał, że w przeciągu roku idzie tak diametralnie zmienić poziom organizacji. Trzeba mierzyć siły na zamiary, o czym ewidentnie zapomniano pośród organizacji. Nie chcemy im życzyć źle, jednakże nie tędy droga. Miejmy nadzieję, że ekipa z Rybnika przyjmie z pokorą wiadro zimnej wody i wyciągnie konsekwencje. Mogło być dobrze, a wyszło prawie, że przeciętnie.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Konwenty
  • FORT
  • Tolk-Folk
  • Ryucon 2017
  • Fornost 2017
  • NiuCon
  • Mochicon
  • Zakonki
  • Twierdza
  • Gildia Society
  • Rzesz??w by Night

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 sie 2017, 14:42 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka