Relacje

Goblikon 2006 - relacja

W dniach 18-20 sierpnia w Raciborzu po raz kolejny odbył się konwent o jakże wdzięcznej nazwie "Goblikon". Tegoroczna edycja goblińskiego zjazdu była pierwszą, na której miałem okazję się pojawić. W podjęciu decyzji, czy udać się w daleką, około czterystukilometrową podróż, pomogła mi przede wszystkim ZKFowa ekipa z Sosnowca. Kiedy już się zdecydowałem, sprawy potoczyły się szybko - propozycja patronatu, szybkie nawiązanie współpracy z organizatorami i nareszcie wyjazd.

W kilkanaście minut po dotarciu do Raciborza udało mi się dotrzeć na miejsce konwentu. Tuż przed wejściem do ogromnej szkoły przywitał mnie ogromny transparent informujący o odbywającej się wewnątrz imprezie. Jak wyglądał, możecie zobaczyć w fotorelacji. Akredytacja przebiegła bardzo szybko. Nie było żadnej kolejki. Szybko została mi wręczona plakietka - widniała na niej nazwa naszego serwisu i charakter uczestnictwa (patronat), choć nicka trza było dopisać samemu. Drobnostka. Po chwili zauważyłem Treda, a właściwie to on zauważył mnie - i pomógł mi zanieść ciężkie, bądź co bądź, bagaże do noclegowni. Po drodze dane mi też było spotkać i przywitać się z Gnomem.

Kiedy pierwsze emocje już opadły, pozwoliłem sobie rzucić okiem na szkołę. Wrażenie zrobiła na mnie jej wielkość. Mimo zamieszczonej w informatorze mapki, na początku można było się pogubić. Nie licząc parteru, miała ona dwa piętra, a także piwnice, które jednak były podczas trwania konwentu remontowane. Konwentowicze z pewnością nie mogli narzekać na ciasnotę - budynek był nadzwyczaj duży, z powodzeniem mógłby pomieścić około 500 osób. Tymczasem uczestników było niespełna 150.

Informator został wykonany poprawnie. Zamieszczono w nim oczywiście regulamin imprezy, który nie różnił się wiele od typowych konwentowych kodeksów. Dodać trzeba, iż tegoroczny Goblikon podlegał akcji "100% bez alkoholu". Oznaczało to, iż na teren szkoły nie można było wnosić napojow wyskokowych, nie można było ich spożywać, a osoby nietrzeźwe miały być ze szkoły wyrzucane. Na szczęście konwentowicze albo nie łamali podobnych zakazów, albo skutecznie się z tym kryli. Tak czy inaczej, tegoroczny Goblikon był teoretycznie ostoją abstynencji. Wracając jednak do informatora - był on dość czytelny, choć pod tym względem znacznie lepiej spisywały się zeszyciki PyrKonowe. Każdy z punktów programu został oczywiście w kilku słowach opisany i umieszczony na programowej tabeli pośrodku informatora.

Teoretycznie, program stanowił mocną stronę konwentu. Atrakcji nie było może tak wiele jak na wspomnianym PyrKonie, jednak znalazło się miejsce na kilka naprawdę interesujących prelekcji, fajnych LARPów i ciekawych konkursów. Jednak wszystko to wyglądało pięknie tylko na informatorze. W praktyce bowiem duża część punktów programu po prostu się nie odbyła. Często działo się tak z braku chętnych, ale nie tylko. Z tego co słyszałem, najbardziej ucierpiał na tym blok Crystalicum. Z programu można było wywnioskować, że będzie on działał niemalże cały czas. Tymczasem drzwi do crystalicumowej sali były zazwyczaj zamknięte na klucz.

Na konwent zaproszono dwie znane osobistości. Przyjechać mieli Eugeniusz Dębski oraz Feliks W. Kres. I o ile pierwszy z panów przyjechał na Goblikon (i to nawet nie sam - ale ze ślicznym psem o imieniu "Fanka"), o tyle drugi po prostu się nie pojawił. To spora strata, tym bardziej iż wielu uczestników imprezy szykowało się na to spotkanie. Cieszyłem się jednak tym, co było. Spotkanie z Dębskim było niewątpliwie jednym z ciekawszych punktów programu. Autorowi zadawano dość standardowe, rzekłbym, pytania, słuchałem go jednak jak zaczarowany. Na koniec wręczył on po jednym ze swoich dzieł tym konwentowiczom, którzy zadali mu podczas spotkania pierwsze i ostatnie pytanie. Mnie natomiast udało się zdobyć podpis autora. Od tej pory na trzeciej stronie mojego egzemplarza "Władcy Nocy, Złodzieje Snów" widnieje autograf osoby, która go popełniła.

Wspominałem też o LARPach. Pod tym względem konwent prezentował się zadowalająco. Zaplanowano ich 9. Poza dwoma wyjątkami, odbyły się wszystkie zaplanowane gry. Ja miałem okazję uczestniczyć tylko w jednej. Był to Neuroshimowy LARP Diabła. Miałem okazję odegrać tam dość znaczącą rolę. Byłem bowiem dziennikarzem "Wieści z Frontu", który wpadł niegdyś w ręce Molocha i stał się maszyną ukrytą w ludzkiej skórze. Grało się wyśmienicie, a całość miała zaskakujące, nad wyraz efektowne zakończenie. Nikt bowiem, poza pewnym łowcą maszyn, nie mógł podejrzewać, iż w kasynie (bo tam miała miejsce akcja LARPa) znajdował się szpieg Bestii. Brawa dla Diabła!

Na Goblikonie odbyło się kilka ciekawych konkursów. Konkurs wiedzy o cRPG, konkurs kreskówkowy (w którym zająłem ostatnie miejsce :D!), konkurs wiedzy o Neuroshimie, mroczny konkurs WODowy... to tylko kilka spośród wszystkich turniejów. Po raz kolejny odbył się też Raciborski Puchar Mistrza Gry, w którym, jak sama nazwa wskazuje, wyłoniono najlepszego MG na konwencie.
Zawsze lubiłem uczęszczać na rozmaitej maści prelekcje. Tym razem wyszło jednak tak, że pojawiłem się wyłącznie na jednej. "Goblińska Sztuka Wojenna", którą poprowadził Stary, okazała się prawdziwą perełką. Dowiedziałem się kilku nowych, interesujących rzeczy dotyczących goblinów. Jednak przesiadywanie na tej półtoragodzinnej prelekcji byłoby znacznie mniej przyjemne, gdyby nie humor, w który spotkanie wręcz ociekało. Słuchacze niejednokrotnie wybuchali gromkim śmiechem.

Nieprzyjemna sytuacja zaistniała w związku z erpegowym sklepem, który miał przybyć na konwent. Hobbit, bo o nim mowa, na początku poprosił o wyłączność (miał być jedynym sklepem na imprezie) i dostał ją, ale ostatecznie się nie pojawił. Powód dla którego ludzie z Hobbitu nie przybyli był rzeczywiście poważny i zrozumiały, jednak nie zmienia to faktu, iż w efekcie na konwencie nie było żadnego branżowego sklepu. A szkoda, bo miałem w zamiarze kupić bestiariusz do Neuro.
Był za to bufet. I to całkiem nienajgorszy. Największą jego zaletą były godziny otwarcia. Sklepik działał od około dziesiątej rano aż do trzeciej nad ranem. Jeśli zatem ktoś czuł się zmęczony po nocnym LARPie, miał jeszcze okazję posilić się przed snem. Przed snem - albo kolejnymi grami.

Odnośnie spraw sanitarnych... pod tym względem "Goblikon" prezentował się przyzwoicie. Łazienki były stosunkowo czyste, nie zdarzało się, by brakło jakiegokolwiek higienicznego oprzyrządowania (;)). Ba, było nawet mydło, a to na konwentach rzadkość. Za to należą się organizatorom brawa. Niektórzy za to narzekali na brak pryszniców. W tym przypadku zdania są podzielone - niektórzy nie wyobrażają sobie trzydniowej imprezy bez możliwości umycia się, inni natomiast twierdzą, iż skoro konwent trwa tak krótko, to po co marnować czas na mycie? Ani jednej ani drugiej grupy nie popieram w stu procentach, choć generalnie brak pryszniców niezbyt mi przeszkadzał. Najważniejsze, że można było umyć ręce, twarz i wyszczotkować ząbki.
Na koniec powiem jeszcze parę słów na temat noclegowni. To kolejna z mocnych stron konwentu. Jak już wcześniej mówiłem, budynek miał dwa piętra nie licząc parteru. Całe drugie piętro zajmowały Stodoły - a więc miejsca, które oddano konwentowiczom do spania. Przyzwyczajony do tłocznych noclegowni, w których zazwyczaj panuje nieziemski ścisk, byłem mile zaskoczony, gdy przekonałem się, iż w pomieszczeniach sypialnych jest bardzo dużo miejsca. Po części było tak dlatego, iż Goblikon nie był imprezą zbyt dużą (w sensie - przybyło na niego niewiele ludzi), nie zmienia to jednak faktu, iż noclegi były stosunkowo wygodne. Jeśli oczywiście wygodnym można nazwać spanie na podłodze z samym śpiworem bez karimaty, z twardą torbą zamiast poduszki. Takie spanie ma jednak swój niezaprzeczalny urok.

"Goblikon 2006" był imprezą średnio udaną. Zawsze wychodziłem z założenia, iż dwie najważniejsze cechy dobrego konwentu to fajni ludzie i dobry program. Na Goblikonie nie zabrakło sympatycznych osobników, za to w programie było pełno dziur, a wiele punktów po prostu się nie odbyło. Czy żałuję, że pokonałem tak długą drogę, by stwierdzić teraz, iż zjazd był srednio udany? Oczywiście, że nie. Mimo wielu wad, konwent miał kilka niezaprzeczalnie mocnych stron. Przede wszystkim świetne towarzystwo. Zaraz potem - LARP Diaboła i jego konkursy. Spotkanie z Dębskim. Przyjemna, typowo konwentowa atmosfera. Ogólnie rzecz biorąc, zjazd oceniam na piątkę w dziesięciostopniowej skali. Mimo dużej liczby Goblikonowych niedociągnięć, wyrażam szczerą nadzieję, że uda mi się dotrzeć do Raciborza za rok. A nóż widelec organizatorzy wezmą się w garść i przygotują solidną imprezę, której niewiele można zarzucić?

Ocena: 5/10

Nazwa konwentu: Goblikon 2006
Czas trwania: 18-20 sierpnia 2006
Lokalizacja: Racibórz, gimnazjum nr 3, ul. Żorska 2

Konwent objęty patronatem medialnym przez Bestiariusz.
KOMENTARZE (1) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Logan 29 sie 2006, 15:50
Relacja udana, oprócz kilku drobnych, acz natarczywych powtórzeń :)
  • Konwenty
  • Fantasmagoria
  • Kawaii Time
  • Festiwal Fantastyki Cytadela
  • Sakurakon IV
  • Nyskon 2018
  • Magnificon EXPO
  • Dni Fantastyki 2018
  • Nejiro 9
  • Polcon 2018
  • NiuCon 2018
  • Zakonki 2018
  • Gildia Society

Copyright © 2004-2019 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 20 cze 2019, 16:05 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka